wtorek, 30 kwietnia 2013

"Ocean życia" - Prolog

Słońce rozrzucało srebrzyste diamenty po tafli wody, którą swym powiewem nosił ku brzegu lekki wiatr. Złocisty i miękki piasek, ogrzany promieniami słonecznymi muskał delikatnie moje stopy. Zamknęłam oczy, wsłuchując się w przyjemy szum fal Oceanu Indyjskiego. Podziwiałam z zachwytem zjawiskowość tegoż miejsca i nie mogłam się nadziwić. Zastanawiałam się czy żyłam na Ziemi, czy może byłam w niebie otulonym chmurami, na których jakby się unosiłam. Leciałam tak przez kilka pięknych chwil, które przerwał mi niewyraźny krzyk. Cała moja otchłań ciszy i spokoju, runęła jak domino, niczym domek z kart przewrócony nagle podmuchem wiatru. Myśli i obawy przypłynęły na nowo do mojej głowy. Odwróciłam się w stronę, z której słyszałam wołanie kobiety. Okazało się wtedy, iż owa pani, topiła się w wodzie i co jakiś czas przykrywały ją wzburzone nagle fale. Przybywający na plaży, skierowali na nią swe spanikowane twarze. Nie miałam na co czekać. Pobiegłam o ile sił w nogach, przez piaszczyste podłoże, aż do oceanu. Wskoczyłam do niego, niczym torpeda. Woda w nim była dosyć ciepława. Bez wahania popłynęłam, myśląc wyłącznie o kobiecie, która najwyraźniej potrzebowała pomocy. Czas zdawał się trwać wtedy wiecznie. Co chwilę zanurzałam się i wynurzałam zaraz, by nabrać powietrza do płuc. Próbowałam płynąć na różne sposoby, by jak najszybciej znaleźć się przy biedaczce. Czułam, że ktoś płynie za mną, ale nie traciłam czasu na sprawdzanie kim jest ów człowiek. Moje ręce i nogi pomału odmawiały posłuszeństwa, ale na szczęście byłam już wystarczająco blisko. Kobieta stale wołała o pomoc, jednak kilkakrotnie i na sekundy głos cichł, gdy ta zostawała uderzana przez już dość wysokie fale. Zanurzyłam się i pod wodą otworzyłam oczy, by wpierw dostrzec, a później móc złapać chudą kobiecinę za chociażby rękę. Oceaniczna woda była przejrzysta i z łatwością mi to poszło. Chwyciłam ją za dłoń, a następnie przybliżyłam się do niej i rozkazałam, by ta położyła się na mych plecach, trzymając ręce wokół szyi. Przerażona kobieta robiła wszystko co mogła. Zaczęłyśmy płynąć, gdy nagle pojawił się mężczyzna o krótkich, ciemnych włosach i dużych oczach. Był, aż nadto opalony na twarzy i wyglądał szkaradnie.
- Pomogę. - zaproponował ów pan, po czym wziął kobietę na swoje plecy i popłynął z nią w stronę brzegu.
 Z jednej strony, chciałam wrócić z nimi, ale z drugiej - było tak dobrze. Ciepła i czysta woda, aż prosiła, żeby w niej zostać. Fale nie były problemem. Po dłuższej chwili, postanowiłam, że popłynę do małej wysepki, która znajdowała się niedaleko. Później, odczułam duże zmęczenie. Chciałam wrócić na brzeg, ale wolałam płynąć dalej, ponieważ byłam już blisko. Gdy wreszcie się na niej znalazłam, poczułam ulgę. Wysepka pokryta była zaroślami i piaskiem, a na niej rosły palmy, z których jedna połamana, sięgała z brzegu do wody. Weszłam na nią, wspinając się dalej, by wreszcie dojść do zarośli. Gdy w końcu się tam znalazłam, zaczęłam podziwiać. To była wtedy moja "samotnia". Czułam się wolna, czułam, że teraz mogę wszystko i nikt mi niczego już nie zabroni. Jednakże, to uczucie trwało krótko, do czasu kiedy z góry nie spostrzegłam człowieka, który najwyraźniej próbował się zabić.


To pierwszy post na nowym blogu. Nazywam się Paulina i mam 15 lat. Bardzo zależy mi na szczerych opiniach. Proszę, piszcie je pod postami - w komentarzach. Będę wdzięczna.
Pozdrawiam czytelników: Paula.